Tym razem przełom wiosny i lata zastał mnie we Włoszech… Wraz z Siostrą postanowiłyśmy gdzieś razem wyjechać. Po długiej burzy mózgów wybór padł na wycieczkę z biurem podróży Itaka do cudnej Italii… Gotowi na pocztówkę znad Gardy? Zapraszam!
Jak to się stało, że wyruszyłam razem z Siostrą w podróż? Jakoś zimą stwierdziłyśmy, że fajnie by było spędzić kilka dni razem w jakimś ładnym miejscu, gdzie jeszcze nie byłyśmy. Pomysłów było sporo, a ostateczny wybór padł na Włochy z biurem podróży. Po raz pierwszy w życiu wyjechałam na zorganizowaną wycieczkę autokarową w asyście pilota! I wiesz co? Nie żałuję…
Jak wyglądał wyjazd?
Otóż pewnego popołudnia wsiadłyśmy we Wrocławiu do autokaru. Następnie w Opolu poprzesadzali nas do autobusów, którymi odjechaliśmy na wybrane wycieczki. Nasz wybór to Pocztówka znad Gardy z Itaki… Podczas wypadu opiekowała się nami cudna pani pilot. Chętnie dzieliła się z nami obszerną wiedzą na temat odwiedzanych miejsc, a swoje opowieści okraszała genialną dawką humoru. Jej powiedzonka wpisane zostały do wyprawowego notesu…
CO ZWIEDZIŁYŚMY?
Po całonocnej podróży nadszedł czas na Weronę. Najpierw – wspólny spacer po mieście całą grupą śladami pilotki. Obejrzałyśmy place, zamek, dość obskurny dom Romea oraz słynny balkon Julii. A najciekawsze jest to, że sztuka Shakespeare’a wcale nie powstała w Weronie. Pomnik Julii oczywiście pogłaskałyśmy po dość wytartej piersi, podobno to na szczęście.
Następnie była chwila oddechu, czyli czas wolny na nieśpieszny spacer i podziwianie uroków miasta. Nie zabrakło również smakowitej focacci….





Po południu dotarliśmy do hotelu, oddalonego jakieś 30 km od jeziora Garda. Miejsce urocze, hotel na wysokim poziomie z sporymi pokojami. Do najbliższego sklepu było niewiele ponad kilometr, jednak powrotny spacer z zakupami pod górkę w upale do najprzyjemniejszych nie należał… No cóż, zeszłyśmy na dół zaopatrzyć się w rozmaite napoje, mniej lub bardziej procentowe…
W ramach wycieczki miałyśmy śniadania i obiadokolacje. Wieczorne celebrowanie serwowanych przez obsługę posiłków trwało jakieś dwie godziny… Jedzonko przepyszne, jednak po całodziennym zwiedzaniu takie biesiadowanie było po prostu męczące.
JEZIORO GARDA
Cały dzień spędziliśmy w okolicach jeziora Garda. W sumie taki był program wyprawy. Po szybkim śniadanku z samego rana dyliżansem (znaczy autokarem) pognaliśmy do miasteczka Malcezine. Jakie to urokliwe miejsce! Położone nad brzegiem jeziora, oferuje labirynt uliczek spacerowych. Po wspólnym spacerze udaliśmy się do kolejki, by wjechać na górę Monte Baldo. Po ponad godzinnym oczekiwaniu w kolejce pojechałyśmy na górę. Mniej więcej w połowie drogi przesiadamy się do drugiego wagonika, który… jest obrotowy! Świetny pomysł, można stojąc w jednym miejscu podziwiać całą panoramę.
Widoki z Monte Baldo… No cóż, widać bezkres jeziora Garda, niestety było lekko za mgłą…
Kolejny punkt zwiedzania to Sirmione, dalej nad Gardą. Po drodze zatrzymaliśmy się dosłownie na 15 minut przy murach miasteczka Lazise.
A samo Sirmione? To urocze stare miasteczko, w którym swój dom miała Maria Callas. Niestety całkiem popularne, o czym świadczyły tłumy ludzi… Na szczęście w planach był rejs po jeziorze i z poziomu wody podziwiałyśmy okolicę.










JEZIORO ISEO
Następnego dnia pognaliśmy nad jezioro Iseo. Dużo mniej popularne niż sama Garda, jednakże również urokliwe. Najpierw stateczkiem opłynęliśmy dwie słynne wyspy. Jedna z nich należy do rodziny Beretti, tak, właśnie tej od broni. A druga wyspa jest znana z tego, że właściciele nie chcieli jej sprzedać Georgowi Clooneyowi… I biedactwo rad nie rad zadowolił się zakupem wyspy bodajże na jeziorze Como.
Zatrzymaliśmy się natomiast na całkiem sporej wyspie z urokliwym miasteczkiem. Wspólny spacer oraz czas wolny szybko minął…
Kolejnym punktem na trasie była degustacja win w niewielkiej rodzinnej winnicy Lazzari. Nie powiem, winko pyszne, szczególnie białe przypadło mi do gustu. Zaopatrzona w butelkę oraz ser Grana Padano, który jest również wytwarzany na miejscu, w świetnym humorze opuściłam winnicę…
Następnie degustowałyśmy oliwę, również w rodzinnej wytwórni Olio Viola. W sklepie firmowym był taki wybór, że nie wiadomo było, co złapać i kupić…
Dzień zakończyliśmy w miasteczku Bardolino nad Gardą. Poszwendałyśmy się po całkiem sympatycznych uliczkach i w końcu zjadłyśmy lody… Jedyny minus to taki, że przy mniej więcej 30 stopniowym upale pobyt nad jeziorem nie przynosił żadnego ukojenia. Zero podmuchów wiatru, chociażby najmniejszych…










WENECJA
Ostatnim punktem programu wycieczki, już w drodze powrotnej, była Wenecja. Zwiedzanie rozpoczęliśmy rejsem po całej Lagunie, gdzie z kubeczkiem prosecco w ręku siedziałyśmy zasłuchane w opowieści niezastąpionej pani pilot… Dla mnie to był wielki plus, podziwiać okolice Wenecji właśnie z pokładu stateczku wycieczkowego. To genialna okazja na ujrzenie miejsc, których inaczej się po prostu nie zobaczy.
Następnie przeszliśmy się już po samej Wenecji. Czas wolny, spacer, czas na kawałek pizzy oraz selecta (lokalny napitek lekko procentowy, zbliżony do aperola) i powrót do autokaru.






I noc w podróży, by wczesnym rankiem powrócić do kraju…
NA ZAKOŃCZENIE SŁÓW KILKA
Pierwszą wycieczkę zorganizowaną zaliczam do niezwykle udanych. Podejrzewam, że spora w tym zasługa genialnej pani pilot oraz przesympatycznych kierowców. Dodatkowo, zebrała się ciekawa grupa ludzi, a co najważniejsze, punktualnych. Na wyjeździe poznałyśmy nową koleżankę, która wypoczywała z nastoletnią córką. Mam nadzieję, że znajomość, chociaż internetowo, przetrwa 😉.
No cóż, Itaki świat jest po prostu piękny i… oszałamia. Mam nadzieję, że do zobaczenia niebawem!
