
„Kontratyp” to już ósma część cyklu z Chyłką i Zordonem. Tym razem Joanna musi podjąć się obrony himalaistki, która kilka tygodni po wypadku na Annapurnie, niespodziewanie pojawiła się na granicy nepalsko-tybetańskiej. W górach znaleziono jedynie przysypane śniegiem liny, a po uczestnikach trzyosobowej wyprawy nie pozostał żaden ślad. Nikt nie wie, co właściwie wydarzyło się w drodze na Annapurnę. W celu odkrycia prawdy, Chyłka wychodzi w góry. Poza obroną dziewczyny, w tomie „Kontratyp” Joanna musi się zmierzyć jeszcze z problemami natury osobistej, między innymi z groźbami tajemniczego człowieka, który kiedyś oblał ją kwasem.
Zakończenie „Kontratypu” totalnie mnie zaskoczyło. Do końca książki nie domyśliłam się kto jest tym tajemniczym prześladowcą. Książka wciągnęła mnie tak bardzo, że gdy czytałam ją w pociągu niewiele brakowało abym przegapiła swoją stację.
No cóż, Remigiusz Mróz to pisarz kontrowersyjny, mam wrażenie, że ma on wielu zwolenników (takich jak ja) oraz przeciwników, ale chyba nikt nie przechodzi koło jego książek obojętnie.
