Podróże bliskie i duże

DŁUGI WEEKEND NA POWITANIE WIOSNY CZYLI WISŁA I OKOLICE

 A kto powiedział, że nie można zrobić sobie długiego wiosennego weekendu? Toteż wraz z P. wybraliśmy się na cztery dni, tym razem kierunek Wisła. Zwiedziliśmy również przy okazji kawałek Śląska Cieszyńskiego.

Wisła Centrum

POCZĄTKOWE PLANY

Pierwotnie mieliśmy zarezerwowany nocleg w promocyjnej cenie w Dworku nad Wisłą. Jednak, po dwóch tygodniach od zrobienia rezerwacji, booking.com stwierdził, że promocyjna cena była dla nich zbyt niska. Ponadto stwierdzili, że ktoś się pomylił i stanęli na stanowisku, że albo dopłacimy do noclegu, albo mamy sobie szukać szczęścia gdzie indziej. Anulowali nam rezerwację, zresztą przed upływem terminu 48 godzin, które dostaliśmy na podjęcie decyzji, nie proponując nic w zamian. W sumie to przedstawiciel bookingu stwierdził nawet, że w zaproponowanej przez nas cenie za nocleg nic w Wiśle w tym terminie nie ma.

To nieprawda! Dobre duszyczki poleciły nam Willę Melisę i to dokładnie w takiej cenie jaką chcieliśmy! Po całej tej sytuacji postanowiłam, o ile to możliwe, omijać booking szerokim łukiem… A do tego, miejsce okazało się o wiele lepsze pod względem lokalizacyjnym niż ten cały Dworek nad Wisłą, czyli praktycznie w samym centrum Wisły, na górce, 10 minut spacerkiem od hotelu Gołębiewskiego…

DZIEŃ PIERWSZY

Ale po kolei 😉 Na powitanie wiosny wyruszyliśmy zatem w czwartek 21 marca. Pierwszy przystanek – Ustroń. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi aż z początków XIV wieku! Pierwotnie była to mała góralska osada, natomiast obecnie jest to uzdrowisko. Ktoś może nie kojarzy z czasów słusznie minionych trójkątnych piramidowych budynków sanatoryjnych?

My pojechaliśmy najpierw na Równicę podziwiać widoki, no i oczywiście zjeść przepyszny żurek w Skibówce ;-). Następnie pospacerowaliśmy po centrum Ustronia w poszukiwaniu Pijalni wód mineralnych oraz inhalatorium solankowego. Pijalnia wód znajduje się koło sanatoriów, w przeszklonym budynku troszeczkę zbliżonym architektonicznie do sanatoryjnych piramid, czego niestety nie widać na poniższym zdjęciu ;-).

Po wypiciu wody, pojechaliśmy do Wisły. Wieść gminna niesie, że Wisła jest zwana również Perłą Beskidów. Obecnie jest to miejscowość turystyczno-wypoczynkowa.

Sama Willa Mielisa bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Przesympatyczna właścicielka ulokowała nas w pięknym apartamencie z małą przytulną kuchnią i wielkim balkonem z widokiem na góry!

Widok z naszego balkonu

Po kolacji na głównym dreptaku Wisły, P. oglądał zmagania naszych piłkarzy w meczu z Austrią, a ja… cóż, zwyczajnie odpłynęłam w objęcia Morfeusza ;-).

DZIEŃ DRUGI

W piątek, super wyspani, ruszyliśmy na wycieczkę do Cieszyna. Zgodnie z legendą, Cieszyn został założony już na początku IX wieku. Po długiej rozłące spotkali się tutaj królewscy synowie, tj. Bolko, Leszko i Cieszko i z tej wielkiej radości ze spotkania założyli miasto. My swój spacer po mieście rozpoczęliśmy od Rynku. Następnie przeszliśmy przez część ulicy Przykopa, czyli przez zakątek zwany „cieszyńską Wenecją”. Zgodnie z ulotką informacyjną otrzymaną w Biurze informacji turystycznej na Rynku, od średniowiecza istniał tu sztuczny kanał Młynówka. Kanał ten napędzał koła młyna miejskiego i książęcego oraz zaopatrywał w wodę mających tam swoje warsztaty tkaczy, garbarzy, sukienników oraz kowali. Obecnie stojące tam domy z przerzuconymi nad Młynówką mostkami i werandami tuż nad wodą przypominają podobno Wenecję. Nie wiem, nie byłam niestety, zatem nie mam porównania… Jedyne co mogę zrobić, to uwierzyć na słowo 😉

Potem przeszliśmy wzdłuż rzeki Olza do mostu, a tam hyc, na czeską stronę ;-). Przespacerowaliśmy się przez Rynek, wstąpiliśmy na obiad, a następnie przez most Przyjaźni wróciliśmy do kraju;-). Swoje kroki skierowaliśmy na Górę Zamkową, czyli na najstarsze miejsce osadnicze w Cieszynie. Pooglądaliśmy Rotundę romańską z XVI wieku, czyli jedną z najstarszych świątyń chrześcijańskich w Polsce. To jest ta rotunda, która znajduje się na banknocie dwudziestozłotowym. Wdrapaliśmy się również ma wieżę Piastowską, skąd we dwójkę podziwialiśmy widoki. Na koniec wycieczki po Cieszynie, już przez inną część cieszyńskiej Wenecji, wróciliśmy na Rynek.

Wieczorem, po powrocie do Wisły zaliczyliśmy jeszcze Aquapark Tropicana w hotelu Gołębiewskim 😉

DZIEŃ TRZECI

W sobotni poranek obudziło nas przepiękne słoneczko, bezchmurne niebo jak również wspaniałe ciepełko 😉 A więc wycieczka!

Najpierw podziwialiśmy wodospad na Wisełce, który ma wysokość ponad 8 metrów. Chyba po raz pierwszy w życiu zwróciłam uwagę na tzw. przepławki, czyli system małych progów wodnych umożliwiających wędrówkę rybom. Troszkę je widać po prawej stronie poniższego zdjęcia.

Wodospad na Wisełce

Kolejnym punktem wycieczki był spacer po zaporze na jeziorze Czermańskim w Wiśle Czarne. Eh, jak ja lubię takie miejsca – góry i woda!

Zapora Wisła Czarne

Następnie udaliśmy się na dłuższy spacer wzdłuż Czarnej Wisełki. Zjedliśmy tam również przepysznego świeżego pstrąga w Barze nad Wisełką. Bardzo polecamy! W drodze powrotnej z wycieczki wstąpiliśmy tylko na chwilkę na taras widokowy przy Rezydencji Prezydenta RP.

Po powrocie do centrum Wisły dołączyliśmy do naszej ekipy, która na sam weekend zawitała do Wisły. Pogoda była tak piękna, że możliwe było siedzenie na balkonie! Tak więc, jak to bywa w świetnym towarzystwie, były śmiechy chichy balkonowe z drineczkiem, piwkiem czy tam z kawusią w garści ;-). Każdy złapał to, co lubi! A wieczorem, już całą sześcioosobową ekipą popędziliśmy na dancing w hotelu Gołębiewskim. Potańcowali, piwko wytrąbili i grzecznie poszli spać ;-).

DZIEŃ CZWARTY

W niedzielę trzeba było już niestety przystąpić do czynności zmierzających do powrotu do domu… Pożegnaliśmy więc nasz ekip i już we dwójkę odjechaliśmy w siną dal… Po drodze podjechaliśmy do Dębowca, gdzie tuż koło Urzędu Gminy postawiono tężnię solankową. W Gliwicach też będzie budowana tężnia, ciekawe czy będzie przypominać tą z Dębowca?

Tężnia solankowa Dębowiec

W drodze do Gliwic, przespacerowaliśmy się jeszcze po zaporze na jeziorze Goczałkowickim…

Zapora – jez. Goczałkowickie

PODSUMOWANIE

Było fajowo! W ogóle lubię to miejsce, a Wisła kojarzy mi się głównie z wyjazdami z dzieciństwa i wczesnej młodości 😉 Wielką zaletą wyjazdu w marcu jest brak tłumów. W aquaparku spokojnie można było korzystać z rozmaitych atrakcji, a był nawet moment, że w jacuzzi zewnętrznym siedzieliśmy we dwójkę! Na dancingu poza nami po parkiecie kręciły się może ze cztery osoby, więc było miejsce by spokojnie sobie popląsać, nie wpadając na innych ludzi i bez konieczności rozpychania się łokciami. Kulturalnie, na luzie, bez tłoku… Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top