Słowenia
Podróże bliskie i duże

SŁOWENIA CZYLI LISTOPADOWE MARTINOWANIE

Słowenia… Kraj często kojarzony jako przelotowy w kierunku Chorwacji z dość drogą opłatą za autostradę… Po zeszłorocznych wakacjach na Bałkanach, to był właśnie cel wycieczki na przedłużony listopadowy weekend. Spędzony zatem z Rodzicami i Siostrą z okazji 45 rocznicy ślubu, oczywiście rodziców!

Wypad do Słowenii został zorganizowany przez biuro Slovenika. A temat przewodni wyjazdu to termy i wino! Przez trzy dni mieliśmy bowiem okazję odwiedzić kilka miejsc, takich jak austriacki Graz, olejarnię, winnice z degustacjami, malutki kościółek a nawet wieżę widokową. A to wszystko okraszone opowieściami fantastycznej pilotki Agaty, dzielącej się z nami zarówno wiedzą jak i wielką miłością do tego niewielkiego kraju.

MARTINOWANIE

Słowenia również w dniu 11 listopada świętuje. Jednak to zupełnie inne święto niż nasze w Polsce. Chociaż w Poznaniu można w tym dniu zjeść pyszny rogal świętomarciński. A w Słowenii jest święto wina czyli tak zwane martinowanie ;-). Ta nazwa pochodzi od patrona winiarzy – Świętego Marcina. Tak więc weekend spędziliśmy na takim właśnie świętowaniu.

Biorąc pod uwagę fakt, iż jednym z haseł przewodnich wycieczki były termy wspomnę tutaj właśnie o nich. Spaliśmy bowiem w hotelu Terme Vivat w miejscowości Moravskie Teplice. A tam, po fantastycznych wrażeniach z wycieczek, odpoczywaliśmy w wodach termalnych na terenie hotelu. A zatem w szlafroczkach przemierzaliśmy korytarze hotelowe by się zanurzyć w białej i czarnej wodzie ;-). Mają one właściwości terapeutyczne, są dobre na stawy, kości, a nawet odmładzają ;-).Eh jak przyjemnie było się wygrzać w ciepłej, a wręcz gorącej wodzie…

A co właściwie zobaczyliśmy? Przejdźmy zatem do przeglądu odwiedzonych miejsc.

GRAZ

W drodze do Słowenii, po całonocnej podróży autokarowej, zatrzymaliśmy się na spacer po austriackim Grazu. Tam, razem z przewodniczką Agnieszką, spacerowaliśmy po mieście. Pogoda niestety nie była zbyt ciekawa, to znaczy szaro, buro i ponuro, ale na szczęście nie padało! Pospacerowaliśmy zatem promenadą wzdłuż rzeki Mury, zobaczyliśmy między innymi Schlossbergplatz oraz inne place takie jak ten z fontanną księcia Johanna, jak również koronę miasta Graz czyli katedrę, zamek oraz uniwersytet. A po krótkim, około dwugodzinnym pobycie w tym pięknym mieście wyruszyliśmy w końcu do Słowenii.

SŁOWENIA

OLEJARNIA JERUZALEM SAT

Pierwszy przystanek po słonecznej stronie Alp był w olejarni Jeruzalem Sat, która zajmuje się tłoczeniem oleju i wyrabianiem innych smakowitości z dyni. Po obejrzeniu filmu opisującego proces wytłaczania oleju zabraliśmy się za degustowanie smakowitości dyniowych. A ponadto, mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć inscenizację przedstawiającą święcenie młodego wina.

WINNICA PUKLAVEC

To pierwsza winnica w Słowenii, którą mieliśmy okazję odwiedzić. Jest ona przepięknie położona  na wzgórzach. Widoki stamtąd są wręcz przecudne ;-). Zostaliśmy również ugoszczeni zarówno trzema winami jak również talerzem lokalnych wyrobów wędliniarskich oraz serów. Z pełnymi brzuszkami oraz nasyceni widokami można było spokojnie zanurzyć się w termalnej wodzie.

LENDAVA – WIEŻA WIDOKOWA VINIARIUM

Po drodze na wycieczkę do Lendavy, nasza pilotka zaprowadziła nas również do niewielkiej wsi Bogojina z przepięknym kościółkiem. Co ciekawe, wewnątrz kościoła, a dokładniej na suficie, zawieszone są garnki czy talerze wyprodukowane oczywiście lokalnie. Warto zobaczyć!

Wieża widokowa o cudownej nazwie Viniarium znajduje się w Lendavie. Stamtąd rozpościera się przepiękny widok aż na cztery kraje, a mianowicie na Słowenię, Austrię, Węgry oraz Chorwację. Na samą wieżę można się wdrapać po 260 schodkach albo wjechać windą. A u stóp wieży na lokalnym stoisku można było spróbować kuhano vino, tak tak, właśnie popularnego grzańca ;-). Co ciekawe, Słowenia jest krajem raczej słynącym z białych win, tak więc kuhano vino również było białe ;-). W Polsce się z tym jeszcze nie spotkałam. Nasz grzaniec jest przecież czerwony!

WINNICA HISA VINA CUK

Jakąś minutkę drogi od wieży widokowej znajduje się Dom Wina Cuk. Pracuje tutaj cała rodzina! Za zatem babcia piecze rozmaite cudeńka podawane w czasie degustacji. A jej wnuczka Ewa w wielce ciekawy sposób, okraszony dodatkowo sporą dawką humoru, opowiada o winach. Tutaj mieliśmy okazję degustować aż pięć różnych win. Wszystkie bardzo mi smakowały ;-). Symbolem niniejszej winnicy jest motyl, którego znajdziemy wszędzie – na butelkach, korkach, serwetkach, butelkach z wodą, a nawet na poduszkach i ubraniach właścicieli. Zgodnie z tym, co powiedziała nam Ewa, symbol winnicy czerwony motyl jest posłańcem. Goście winnicy niosą w świat nowinę o jej istnieniu. A zatem, teraz ja ogłaszam, że Słowenia kryje w sobie taką winnicę, z dobrymi winami, fenomenalnymi gospodarzami tworzącymi niezapomnianą atmosferę.

MARIBOR

W dniu 11 listopada udaliśmy się do Mariboru. Po spacerze po mieście, podczas którego pilotka pokazała nam najciekawsze miejsca, udaliśmy się na zastawiony budkami z winem plac na właściwe już martinowanie ;-). Zobaczyliśmy też najstarszą winorośl, czyli Starą Trtę oraz, już indywidualnie, zwiedziliśmy piwnicę z winami, założoną w pierwszej połowie XIX wieku, a która rozciąga się bez mała pod połową centrum Mariboru. Moim zdaniem, to jest coś, co naprawdę warto zwiedzić. Po degustowaniu wina na placu przy lokalnej muzyce oraz po lokalnym jedzonku w restauracji Bascarsija, gdzie w środku suszyło się pranie, ruszyliśmy w drogę do Polski…

PODSUMOWANIE

Słowenia mnie zauroczyła. Dziękuję rodzicom za propozycję wyjazdu na święto wina! Polecam jednocześnie biuro podróży Slovenika, które zaplanowało i zrealizowało perfekcyjnie naszą wycieczkę. Szczerze mówiąc, nie brałam wcześniej tego kraju pod uwagę jako miejsca wyjazdowego. Ale od teraz to się zmieniło i przyznam się nawet, iż powoli już zaczynam planować kolejny wyjazd.

Słowenia to przepiękny kraj. W czasie tego wyjazdu zobaczyłam zaledwie kawałek, ale to, co ujrzały oczka me, zauroczyło mnie bardzo… Dodatkowo Wam powiem, że Słowenia to podobno jedyny kraj, który ma w sobie słowo miłość.. SLOVENIJA… Nic dodać, nic ująć… Polecam z całego serca!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top